-Słucham.?- Odebrałam
Usłyszałam jego zapłakany,zachrypnięty głos.
-[T.I] ja-a,ja-aj,a- Zaczął się jąkać.
-Co się stało.? Wyduś to z siebie do cholery.! Wykrzyknęłam zdenerwowana.
-[T.I] wybacz mi proszę.Ja-a zdradziłem cię.
-Co.!- Krzyknęłam.
Zauważyłam że tracę panowanie nad kierownicą.Jednak za późno. Krzyczę. Louis zdenerwowany pyta wrzeszczy.
-Co się dzieje..!
Niestety nie mogę wydusić z siebie żadnego słowa. Widzę tylko ogromne światła i donośny klakson tira. Wjeżdża we mnie. Czuję jak samochód robi się coraz mniejszy. Tir jedzie z taką ogromną siłą i po chwili mój samochód znika. Jestem nie przytomna. Po woli konam, odchodzę z tego świata. Po kilku minutach przyjeżdża policja oraz karetka. Wyciągają mnie prawie już martwą z pojazdu. Na całe zdarzenie przyjeżdża Lou. Wybiega z auta i krzyczy:
-[T.I] Czy ona żyję.?!
Podbiega do mojego ciała ,które właśnie reanimują lekarze. Niestety jednak po półgodzinnym masażu serca lekarze zgłaszają zgon. Załamany Louis chyli się nad moim ciałem. Płacze. Płacze jak niemowlę. Całuje moje zakrwawione,sine,zimne usta. Sanitariusze siłą odciągają go ode mnie i wkładają moje zwłoki do ogromnego ,czarnego worka. Chłopak z One Direction nie wytrzymuje, wsiada do samochodu i rusza z piskiem opon.
* Oczami Lou
Nie ja nie mogę co ja zrobiłem. Ja ją kocham, nie mogę bez niej żyć.- Ciągle powtarzam to sobie w myślach. Skoro Bóg chce nas rozłączyć nie pozwolę mu na to. Zabrałeś mi ją teraz masz mnie..! Krzyczę najgłośniej jak potrafię. Stanąłem na Tower Bridge. Wysiadam z samochodu.Zaraz skoczę. Wchodzę na barierki. Nagle widzę. Stoi obok mnie.Nie do wiary. Przy mnie stoi [T.I]. Widzę ją. Ale dlaczego przecież ona nie żyje. Dosłownie kilka minut temu widziałem jak zabierają ją. Nieżywą.Więc dlaczego ją widzę czy to duch.? Przecieram oczy. Zniknęła. Nagle słyszę:
-Lou nie rób tego. Proszę.
Oglądam się za siebie nikogo nie ma. Więc wracam do tego co przed chwilą miałem zrobić. Już szykuję się do skoku,gdy nagle znów słyszę ten głos, znów mówi to samo.
-Kim ty jesteś.?! Czego chcesz..?!- Wykrzyczałem na całą moc mojego gardła spoglądając w niebo.
Zaczął padać deszcz. Nie pada kropelką po kropelce, jest to prawdziwa ulewa jakiej nigdy jeszcze nie widziałem. Ledwo mogę utrzymać się na nogach. Wśród padającego deszczu znów widzę postać [T.I]. Czy ja zwariowałem. Nie. Ona podąża ku mnie,jest coraz bliżej. Zaczynam się bać. Ona idzie na mnie. Znika.
Otwieram oczy i jestem w moim pokoju. Obudził mnie dźwięk telefonu. Patrzę na wyświetlacz a tu [T.I].Odbieram i pytam się:
-[T.I] żyjesz.! Ty żyjesz-Krzyczę do słuchawki jak oszalały.
-Tak,a niby dlaczego miało by być inaczej.? -Pyta zdziwiona
-Aaaa.. Już nie ważne..-Próbuję się z tego wykręcić.
-Słuchaj Lou. Miałam zamiar jechać wczoraj do ciebie,ale ponieważ była straszna mgła zawróciłam samochód. Czy moglibyśmy porozmawiać.? - Spytałam.
-Ależ oczywiście. Już do ciebie jadę.-Powiedziałem.
Na szczęście okazało się że to był tylko zły sen,a [T.I] i ja nadal jesteśmy szczęśliwą parą, szczerze mówiąc układa nam się lepiej niż kiedykolwiek.
* Moimi oczami
Nareszcie zaczęło się nam układać. I pomyśleć że to przez jakiś durny sen, No ale cóż,ważne że Lou przejrzał na oczy. Myślę że będziemy ze sobą jeszcze bardzo długo. Może nawet pomyślimy o czymś więcej.
__________________________________________________________________________________________________
No to tyle Buziaki..;***
No i obowiązkowo focisza Louisa..<3

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz